"I am a sign that the devil is real
and Jesus never happened. Hooray!"

Bright eyes, blinded by fear of life...

sobota, 19.maja.2012, 01:43

And so I drink to stay warm and to kill selected memories, 'cause I just can't think anymore about that or about him tonight. But I give myself three days to feel better or else I swear I'll drive right off a fucking cliff...

Płynie... Zabawna zielonkawa maź we wnętrzu mojej głowy. Ciepło. Wódka. Zagnieżdża się milutko w mojej czaszce. Zabija Cię i wszystkich ludzi naokoło pobudzana dźwiękiem Blind Guardianowskich gitar w moich słuchawkach. Powoli wzrasta moja nienawiść względem ogółu tych brzydkich ludzi otaczających mnie ze wszystkich stron. Mój niezwykle wyczulony zmysł estetyczny woła o pomstę do nieba. Boże, jak mogłeś wyprodukować takie paskudztwo? Nędzną, szarą masę. Bezmózgą dresiarnie. W klubie pełnym po brzegi, widzie jednego przyzwoitego osobnika płci męskiej. Pomijając może twarz, Maciek wydawał się całkiem niezły. Obsesyjna mania nadawania nazw ludziom. Bezsens.
Bardzo upodobałam sobie stan, gdy bas huczący z wielkich głośników tłucze mi klatkę piersiową od środka. Jakby coś próbowało się wydostać z mojego wnętrza druzgocząc mi przy tym żebra. Wibrowanie ścian w rytm szmirowatej muzyki, też zdawało się niczego sobie, do czasu gdy wyparowała ze mnie reszta alkoholu, ludzie znowu stali się przeokropnie paskudni, a muzyka denną i mało znacząca. Stałam się wbrew woli pewną cząstką elementarną masy, wbita w nią, zniewolona brzydotą napierającą na moją prywatną przestrzeń, gwałcącą moją osobistą otoczkę powietrza, dymu i drobnoustrojów.
Zabawne, przypadkowe osoby, jednorazowi znajomi (odwołując w dalszych przemyśleniach w tej kwestii do Fight Clubu). Siedział koło mnie chłopak/mężczyzna (?) no około 20 w każdym bądź razie. Nasza komunikacja werbalna była dość ograniczona, ale przez większość czasu czułam jego ciepłe udo przy moim. Ręce też miał ciepłe, lekko wilgotne. W taki dobry sposób. Palce również miał całkiem miłe, dowiedziałam się, że miewa kontakty z gitara, co w tej kwestii zazwyczaj raczej dobrze wróży. Nie pamiętam jak miał na imię.
Świat nocą jest bardzo urokliwy, zważywszy na to, że takie już ze mnie nocne zwierzę. Potwór zamknięty w ciemnej, zatęchłej trumnie za dnia. W nocy wszystkie mary wychodzą z łóżek i odgryzają małym niegrzecznym dzieciom głowy. Najlepiej smakują z ketchupem... Włóczą się po ciemnych zaułkach, siedzą w samochodowych bagażnikach popijając z gwinta wódę i popalając papierosy. Taki już mój smutny los. Umęczające wpatrywanie się w pijanych ludzi, gdy alkohol nie trzyma mnie w ryzach.
Czas spać. Zmęczenie jednak w końcu osiągnęło nade mną górę. Umarłam dziś trochę. Ale siekiera uczepiona na obrywającym się postronku nad moją głową jakby spadła pod niewłaściwym kątem omijając mnie zupełnie. 17/20, bitches. Życzę udanej nocy.



B.




Libido.

sobota, 12.maja.2012, 01:16

Wieczór dziś mamy niezwykle urokliwy. Zbyt bardzo nawet urokliwy by siedzieć tu w samotności i czekać na moment w którym pojawisz się w zasięgu mojego wzroku. Wiem że tu jesteś. Czuję twoją obecność w gęstniejącej na około aurze. Parne powietrze napiera na mnie wpychając mnie do środka pudełka z napisem "rzeczy po Jasiu". Może tu, może kilkaset metrów dalej, nie ważne i tak się nie spotkamy, choćbym nie wiadomo ile czekała. Nie przyjdziesz. Możność nienawidzenie cię uczyniła by wszystko takim prostym. Znacznie ułatwiłaby wszystkie niedokończone sprawy. Tylko dlaczego miałabym cię nienawidzić? Przecież od początku mówiłeś że tak będzie, tylko ja nie chciałam wierzyć... A teraz mi pusto. Siedzę tu sama, połyskliwe światła latarni wirują delikatnie wraz z całym światem. Dym z papierosa wiruje wysoko ku niebu, czarownie odwracając moją uwagę na rzecz błahych, chwilowych uroków zwykłego świata. Światła w górze leniwie zmieniają kolory, odmierzając upływające minuty. Gdzieś, parę tysięcy lat świetlnych stąd jasno iskrzą gwiazdy, zatarte przez dzień metropolii. Gdzieś, parę tysięcy lat świetlnych stąd siedzisz Ty, tuląc mnie w swoich wielkich i ciepłych ramionach. Szepczesz mi do ucha, że już wszystko będzie dobrze. Twój szept wywołuje dreszcze... Jak zawsze twój miękki głos sprawia że cała drżę. Rzucasz głupi żart, a ja jestem zła. Śmiejesz się. Całujesz mnie na zgodę. Taak... Gdzieś paręset tysięcy lat świetlnych stąd. Napierasz na mnie swoim nagim ciałem w którym za chwile ginę i się zatracam. Gdy uprawiamy seks wreszcie mogę na chwile pożyczyć sobie złudzenie o twojej miłości, wykorzystuje twoją słabość by na to parę minut usłyszeć od ciebie strumień niemych zapewnień. Musze się stąd wyprowadzić. Spakować moje małe pudełko i wynieść je na śmietnik. Wcisnę tam twój każdy uśmiech i twoje błyszczące zielenią w porannym słońcu oczy. Nasz pierwszy pocałunek, gdy oboje byliśmy ofiarami nocy i niespełnionych marzeń. Litry alkoholu pulsującego we krwi i wszystkie bajki na dobranoc, które opowiadałeś. Żal po rozpiętych spodniach i nieprzespanych nocach, lukach w filmie. Ptaszki odlatujące z pięciolinii. To że potrafiłeś zrobić to czego oczekiwałam. Na wierzch rzucę ramkę ze wspólnym zdjęciem znad łóżka. Naprawdę ciężko mi się z tym rozstać, bo wiem ze tylko to mi zostało. Jeśli to czytasz to przestań. Nie chce. Odejdź...
Moja głowa szumi zbyt nieposłusznie bym była w stanie ją dzisiaj poskromić. Zły duch siedzi koło mnie rzygając czarną mazią przez moje uszy. Wypełniam nią głowę żeby odgonić natrętne myśli i stare zakurzone słowa. Mój duch, anioł stróż, diabeł wcielony, cały oblepiony pogniecionymi wspomnieniami z czasów gdy wszystko postanowiło się spieprzyć i już nigdy potem nie naprawić. Nakryta jego czarnymi skrzydłami, patrzę w jego czarne oczy, z których przelewa żale w moją czarną duszę i drżę wrzucona w rytm jego chłodnego oddechu, w głębię bezkresnego lodowatego oceanu. Uciekam, biegnę, upadam potknąwszy się o wystający korzeń wyrosły na grobie moich przerośniętych marzeń i ambicji. Po prostu tu sobie poleżę. Przytule się do zimnego, wilgotnego grunty pełna nadziei ze kiedyś w końcu stanę się jego integralną częścią. Pogrążę się w neutralnej, beztroskiej nicości.



B.




Basia in Wonderland.

piątek, 4.maja.2012, 21:44

Książki... Jaram się jak cygan świeczką! Właściwie co ma cygan do świeczki? Nie łapię. Ale to było drugie co mi wyskoczyło zaraz po "cyganie jedzą psy?!"( like srsly...), gdy wpisałam w google "jaram się jak cygan...". Ktoś mi to wytłumaczy?
Anyway. Książki to naprawdę fajna rzecz. Trafiłam dziś w pewne miejsce, przy pięknym rynku jednego z dość znanych polskich miast. Weszłyśmy tam z J. w zasadzie przypadkiem, bez żadnego calu, lub też wcześniejszego zamiaru uczynienia tego kiedykolwiek w naszej najbliższej przyszłości. -O pada, nie ma gdzie iść. O, nie ma co robić, wejdziemy do E.? -Jasne, nie ma sprawy. Włócząc się w pierwszej chwili melancholijnie po rozległych salach usytuowanych na rozmaitych piętrach początkowo nie dostrzegłyśmy nic specjalnie zachwycającego nas swoją specyfiką, niecodziennością. Chwilę postałyśmy przed działem z pokaźnych rozmiarów słuchawkami w różnorakich kolorach. "Oh, oh" - trwał nasz zachwyt nad bezwartościowymi zbytkami konsumpcyjnego świata. Przygoda ze słuchawkami znudziła nam się jednak dość szybko, zatem postanowiłyśmy odbyć magiczną podróż, zaczarowaną poniekąd windą na 3 piętro. Towarzyszył nam przemiły pan o imieniu Kamil (tak, przeczytałam na jego uroczej plakietce roboczej na równie uroczym roboczym ubranku). Nie był zbyt wylewny. Właściwie nie zamieniliśmy ni słowa. Był też dosyć powściągliwy w czynach. W zasadzie moja ocena jego osoby była pochopna i nie poparta żadnymi faktami, uznałam go za miłego z zasady. Może przez imię? Ale dobrze, nie tędy droga. Co ja to...? Właśnie. Zatem trafiłyśmy na 3 piętro (jestem tego prawie pewna, wszak czego pewni możemy być tak naprawdę w stu procentach?). Tam odbyłyśmy jeszcze dość mało interesującą podróż w krainę długopisów, ale na końcu tej wyboistej drogi czekał na mnie istny Eden, Valhalla, o której marzy każdy przyzwoity Einherjer, prawdziwy "cud na Wisłą" (który poniekąd w niedużej odległości czasowej wpadł również w moje ręce). Rozległe, metalowe, ażurowe kosze, wypełnione po brzegi KSIĄŻKAMI po 9.99 (!!!!!!) ukazały się moim oczom. Były to przedmioty różnorakie. Lecz wszystkie przyjemnie papierowe i szorstko pachnące. Niektóre niezbyt pociągające mnie estetycznie (policzkujące mnie z okładki zdjęcie Roberta Pattisona, lub świętym obrazkiem), inne kojące, czarne, przyjemne... Po wstępnych oględzinach wizualnych i weryfikacji moich upodobań, zebrało się kilka sprawiających pozytywne wrażenie i wiążących się z nadzieją na udaną współpracę w przyszłości pozycji. Co prawda żadna z nich nie była mi choćby w najmniejszym stopniu wcześniej znana, ale poczułam przypływ miłych uczuć. Jedna z nich odznaczała się nawet w sposób szczególny, z lekka zgniecionym i potarganym grzbietem. Roztaczała przyjemną woń intrygującej historii, która ją spotkała. Może dawno? Może kilka sekund wcześniej za sprawą jakiegoś niezdarnego miłośnika literatury, lub innego głąba z brakiem poszanowania do tak istotnych w naszym świcie przedmiotów. Tu kończy się moja opowieść. Wprawdzie poszukiwania kasy, w której mogłybyśmy dokonać zakupu miniaturowych cząsteczek umysłu autorów uznanych przez ludzi wykwalifikowanych za artystów były żmudne i nurzące, ale to już zupełnie inna historia... Po mniej niż kwadransie udało nam się opuścić E. z dumą dzierżąc efekt naszych (głównie moich) ciężkich łowów, tuląc do piersi nasze małe papierowe dzieci.
Urok ich z rzadka jest doceniany przez licznych tego bezdusznego świata, bez myśli i pardonu. Książki…



B.




Ashes to Ashes.

sobota, 21.kwietnia.2012, 21:57

W pierwszej części mojej wypowiedzi muszę nadmienić, nie bez pewnego zmieszania, iż spożywałam dziś alkohol z szanowną rodzicielką mojej długoletniej przyjaciółki. Była to dość groteskowa i niecodzienna sytuacja, która z początku wpędziła mnie w lekkie zakłopotanie. Aczkolwiek po raz pierwszy od dwunastu lat naprawdę poczułam wyraz szczerej sympatii emanującej od tej kobiety. Wydała mi się interesującą i barwną postacią. W końcu przyjaciółka moja po kimś musiała odziedziczyć w pakiecie z rozległą gamą przywar, tych parę istotnych, przystojnych zalet, które obligują ja do tegoż właśnie miana. 




ELEONORA Co mama robi?
EUGENIA (rzeczowo) Umieram.
ELEONORA Mama żartuje? (Eugenia nie odpowiadając, w dalszym ciągu oporządza katafalk, ściera z niego kurz rękawem etc.) Słuchajcie, mama mówi, że umiera!
EUGENIUSZ Jak to umiera! My tu mamy ważne sprawy!
ELEONORA Słyszy mama?
EUGENIA Pomóż mi. (Eleonora machinalnie podaje jej rękę. Eugenia wchodzi na katafalk)
ELEONORA Niechże mama nie dziwaczy, przecież dzisiaj dzień ślubu. Chce mama wszystko zepsuć przez jakąś śmierć?
STOMIL Jaka śmierć, co za śmierć! Nigdy nie brałem tego pod uwagę...
ARTUR (do siebie) Śmierć? Dobra myśl...
EUGENIUSZ To szaleństwo, Eugenio, bądź rozsądna, kto to widział umierać?!
ALA Babciu, to przecież nienormalne!
EUGENIA Nie rozumiem was. Jesteście tacy inteligentni, a jak tylko człowiek chce zrobić coś tak zwyczajnego jak zgon, to wszyscy się dziwią. Co za ludzie! (kładzie się na wznak, splata ręce na piersi)
[...]
EUGENIUSZ Geńka, dosyć tych ekstrawagancji! Co za umieranie! Tego nigdy nie było w naszej rodzinie!
ARTUR Śmierć... wspaniała forma. 







Cokolwiek, jeśli istnieje jakaś wyższa forma odpowiedzialna za istniejący świat, jeden aspekt definitywnie został przez nią spierdolony. "Starość się bogu nie udała", spontaniczna reakcja wywołana zaistniałą sytuacją, stwierdzenie z którym zgodzi się każde z nas. Z popiołu powstajemy i w tenże się z czasem obracamy. Człowiek dojrzewając odrasta od ziemi, by po osiągnięciu kwiecia wieku z powrotem wrócić do swej pierwotnej formy. Przerażające jak musi czuć się osoba, która nie jest w stanie już zrobić wszystkiego na co ma ochotę, gdy za wszelką cenę próbuję udowodnić sobie, że jeszcze ma siłę by spełnić swoje potrzeby. Ręce trzęsą się, z trudem utrzymując szklankę, członki chudną, wykrzywiają się i niedołężnieją. Oczy wilgotne, umysł słaby pogrążony w melancholii tego co było. Nuda, niemożność, strach. Wszyscy gnają, wirują wokół, gdy ty tkwisz wciąż w miejscu, ledwo będą w stanie pokonać trasę niesprawiającą niegdyś ni krztyny wysiłku. Nie umiemy rozumieć starych ludzi, to ich własna niedola, wobec której bezradność nasza policzkuje ewolucję. Przez uwstecznienie powstaje czysta, pierwotna forma. Honest, but hopeless and helpless.


B.




Only women bleed.

poniedziałek, 16.kwietnia.2012, 21:36

Jak widzicie (bądź też nie) zmienił się szablon. W dalszym ciągu jest jeszcze wiele rzeczy które musze "dopieścić", bądź też zupełnie, całkowicie pozmieniać, ale po prostu teraz nie chce mi się tego robić. Stary layout zmęczył mnie już swoją wesołością.

W taki oto sposób moje życie zatoczyło znowu krąg, a ja wracam do tego samego martwego punktu, bogatsza o bagaż doświadczeń, którego permanentnie próbuje się pozbyć. Nice. Ktoś kto stwierdził, że człowiek jest zwierzęciem stadnym nawet nie ma pojęcia jak cholernie się pomylił. Bądź też swoją myślą nie wbił się w ponadczasowość, Każdy sobie rzepkę skrobie. Ludzie nie potrafią już żyć w społeczeństwie. Każdy ma wyjebane na innych, byle jemu było komfortowo. Żeby poczuć się dobrze, trzeba wyzbyć się oczekiwań, ale czyż to nie one składają się na naszą ludzkość? Są naturalnym elementem naszej duszy? Chyba po raz kolejny pisze to samo. Przeprało mi mózg, wyżuło i wypluło. Czuje się wyruchana emocjonalnie i mam dość ludzi na jakiś czas. Ludzie nic nie rozumieją, są puści, egocentryczni i nastawieni na konsumpcjonizm. Na szczęście jest nadzieja, że w końcu sami się powyrzynają. Amen.
Do matury zostało: ...zbyt mało.


B.




Brothers in Arms

środa, 4.kwietnia.2012, 20:15

Miało być o duszy. Będzie. Później...
Piosenka dobra na wszystko? Świat oddzielany zostaje za pomocą tych paru dźwięków od twojej aktualnej rzeczwistości, ty jesteś tutaj sam, ty i nuty wedrujące między twoimi uszami, a równolegle jest cała reszta. Ludzie patrzą w miejsce w tramwaju na którym siedzisz, ale wiesz, że nie patrzą na ciebie, gdyż znajdujesz się w zupełnie innym wymiarze czasoprzestrzeni. Oni spostrzegają tylko odbicie twojego obrazu.
Replay tej samej piosenki w kółko na odtwarzaczu. Nutku powoli stukoczą w twojej czaszce, elektryzując złącza nerwowe. Burza. Tam właśnie teraz jesteś. Wsłuchujesz się w szum wzburzonego nieba. Gdy nagle cichy, miękki głos samym swoim tonem powoduje strumienie łez cicho i ciepło płynące przez twarz. Żłobią tylko od dawna już wycierane koryta. Perkusja cicho zaczyna wybijać rytm, nie drażniąc, raczej rozczulając. Łzy płyną bez twojej zgody, ba! wiedzy. Czujesz je tylko słono na zmartwionych ustach. Myśli płyną cichutko... I właściwie jedynym powodem dla którego można by wstać i wytrzeć oczy jest wstyd. Wstyd przed otaczającymi oczami. Ale to nie ten świat, w którym oczy patrzą NA ciebie. Patrzą PRZEZ ciebie.
Są takie dni, kiedy jedyne o czym marzyć to po prostu ciepłe ramię na którym można się wypłakać. To nie odpowiedni moment na pytanie dlaczego, po co, "nie". Dni w którym widok tego kogoś, dzięki komu właśnie raduje się twoje serce, jest tym za co gotów byłbyś zaprzedać duszę diabłu. Choćby chwila, którą mógłbyś spędzić na konteplowaniu miłego ci obrazu.
Nie, nie da rady mnie zrozumieć, nawet nie chce słuchać utwierdzeń w tym, że ktoś temu podołał. Ja sama nie wiem o co mi chodzi, więc jak ktokolwiek może to wiedzieć. ? 
[Chciałabym tylko być przez chwle wyjątkowa dla Ciebie. Pierwsza/ostatnia/ jedyna/ najmilsza. Nie chce być tą jedną z tłumu, osobą na której nawet nie warto zatrzymać przez chwilę swych myśli. Przestajesz czytać? Ile można w kółko powtarzać to samo? Chciałbym w końcu zebyś zechciał zrozumieć. I żebym ja też mogła zrozumieć, wsłuchać się w twoje myśli...]

SOUNDTRACK DO NOTKI (brzydzę się tym słowem): Dire Straits - Brothers in Arms

A teraz wrócę w mej mentalności do wieku lat około dziesięciu i spróbuję na powrót uwierzyć w to, że lody czekoladowe i Harry Potter załatwią sprawę.


B.




Cios gołębiem.

niedziela, 1.kwietnia.2012, 22:44

W pościeli siedzę i patrzę jak dnieje.
W pościeli siedzę i patrzę...

Czyli sparafrazowanie mojej soboty. Ciastka w łóżku i mordujący kac wyciągający mnie o 12. w południe z ciepłego łóżka (Lubie to łóżko, chyba zbyt bardzo.). Powoli odzyskuję przytomność umysłową po piątku. Najwyższa pora ogarnąć się na jutro... Wishful thinking, jeap.
Na stołku pół metra ode mnie wisi koszulka pachnąca jak TY, aż żal mi jej prać. Chyba tak trochę powisi.
Widzę, to kolejny wpis o treści w stylu: "co ja tu kurwa robie".  Ale, ale, w ferie planuję napisac coś bardziej pseudointeligencko pseudoartystycznego, choć widzę, że ma to dużo mniejszy oddźwięk niż moje zwykłe codzienne pierdoły.
Powoli powstaje mój plan na życie. Teraz nie pozostaje mi nic jak go zrealizować, ah co to dla mnie.
Trzymajcie kciuki! Byle zdać mature,
dobrze, dobrze. Idę się za to zabrać.





B.




Wstyd, Kłamstwa i Strony WWW

sobota, 10.marca.2012, 21:06

Byłeś, a teraz Cię nie ma. Byłeś, a zniknąłeś. Tak O! Nie odpisujesz, więc może już nie istniejesz?
"Jak tu tak leżysz to trudno uwierzyć w to, że mogłabyś nie istnieć. Jesteś bardziej realna niż ta poduszka tu obok. Ona właściwie mogłaby nie istnieć, a w twoje nieistnienie trudniej uwierzyć, jesteś taka jakaś rzeczywista"
"No w porządku mamo, ide z Basią do kina." Mówi "Basia", mama nie pyta kim jest Basia. Jaka Basia? Skąd się wzięła? Dlaczego chodzisz z nią do kina? Wie, słyszała.
Powoli zatapiam się w wrażeniu, że może jednak. Że może jest mała szansa, żeby to naprawdę zaistniało? Wstyd się przyznać, ale mój nalepszy dotąd związek, nawet nie jest związkiem. "Wstyd", czy coś innego?
Powinnam się uczyć kurwa, a ja zajmuję się głupowami. Zamiast pisać prezentację maturalną, czy rysować myślę o nierealnościach, śnię o głupotach, które nie miały miejsca.
Dlaczego nie umiem się odnaleźć w tym cholernym bajzlu naokoło? Problemy piętrzą się, osiącając coraz to nową skalę nonsensu, a ja nic z nimi nie robię, nie umiem. Pętla zaciska się na szyi.
"John Travolta"


B.




L'art pour l'art,

środa, 29.lutego.2012, 22:08

Dziś taki ładny dzień, który nie zdarza się zbyt często (czyt.29 luty), więc doszłam do wniosku, że wypada to jakoś upamiętnić. I lubię to, że nakurwia słońcem.
"Alkoholowi w bloku sąsiedzi. Znów przyszła wiosna nie wiedzieć, kiedy. Niekonwencjonalny śmiech. A w żyłach wciąż pulsuje krew"     Ładnie.


Kilka dni temu naszła mnie pewna refleksja w temacie sztuki, którą postanowiłam się podzielić. Dawniej ludzie rozwijali się, pragnąc doskonałości, wciąż pogłębiając swoje umiejętności techniczne, wynajdując coraz to nowe sposoby na lepsze, dokładniejsze oddanie rzeczywistości. Rozwijała się myśl techniczna w pogoni za ideałem. Z czasem sztuka osiągając punkt kulminacyjny perfekcji, do której może dojść człowiek zaczęła darzyć do coraz większej syntezy. W zaniku formy, chowając się, za treścią ukrywając swoje niedoskonałości. Czy ktoś jeszcze wierzy w SZTUKĘ DLA SZTUKI? Czy człowiek "wykształcony" zwraca uwagę już tylko na to czy zawiera ona jakiś przekaz? Z kolejnym spostrzeżeniem, idąc krok dalej może zadać pytanie, czy jest to w ogóle jeszcze sztuka? Czy nie powinno rozgraniczać się tego co piękne, przyjemne, łechtające nasz zmysł estetyczny i tego co dydaktyczne, a więc zamiast charakteru artystycznego posiada charakter naukowy? Wszytko, co było możliwe zostało już wymyślone, pozostało nam zlizywać marne resztki i błędnie łudzić się nadzieją na to, że przeszłość pozostawiła nam jednak jakiekolwiek ochłapy. Sztuka podupada zniżając swoją formę do poziomu społeczeństwa, Rest In Peace.



B.




Suck my kiss.

poniedziałek, 27.lutego.2012, 17:57

Za dwa miesiące matura, a ja spędzam czas na leżeniu nago w łóżku i prowadzeniu dyskusji na temat teorii istnia atomów i powiązania moich przekonań w sprawie ich ewentualnej egzystencji z kwestią wiary w Boga.
I'm fucked.
Odświeżam cały czas facebooka, właściwie nieświadoma jak i po co to robie. Czekam. W zasadzie [tu znów nie wiem na co]. (Bo miłość jest skurwysyńsko trudna, szczególnie z takim patologicznym podejściem jak moje.)

Kurwa nie wiem, pierdole tą notkę. Dopiszę tu coś jak wymyślę co.

I PROSZĘ UPRZEJMIE, NIECH KTOŚ TU KURWA WRESZCIE NAPISZE JAKIŚ KOMENTARZ! Może być właściwie na dowolny temat, mam ochotę na kreatywną dyskusję.

Wychodzę na fajkę/z siebie [niepotrzebne skreślić].



B.











Copyleft: 2011-2012 by Basia Sciborowska,
Picture: Fanfin Seadevil, found somewhere in the internet.
I don't own it.

Kontakt | Sugar-Rush


Vita somnium breve.

In fact, it doesn't matter after all